Amputacje rąk, nóg u dzieci – to teraz codzienność lekarzy pracujących w Nepalu

Z raportu UNICEF wynika, że wzrasta ryzyko wybuchu epidemii w Nepalu. Szpitale są przepełnione, w prowizorycznych obozowiskach panują bardzo złe warunki sanitarne, brakuje wody, pod gruzami wciąż są tysiące ciał. 1,7 mln dzieci potrzebuje pomocy. To są nie tylko dzieci, których rodzice nie żyją albo zaginęli, ale także te, które przeszły operacje amputacji rąk, nóg.

Dużo nadal jest takich miejsc, do których pomoc jeszcze nie dotarła?

Zofia Dulska, Dyrektor ds. Komunikacji i Marketingu Internetowego UNICEF: http://www.unicef.pl/nepal

Mamy informacje, że w dalszym ciągu do niektórych wiosek w obrębie Kotliny Katmandu nie ma dostępu. Dotarcie tam uniemożliwiają zniszczone drogi, tak bardzo, że są nieprzejezdne. W tych dystryktach, gdzie położone są te wioski mobilizujemy transport lotniczy. Tam również są ogromne zniszczenia, jest problem z dostępem do wody pitnej, brakuje żywności. Szacuje się, że są takie miejsca, gdzie tylko jedna na pięć osób ma dostęp do wody pitnej. My próbujemy robić wszystko, by tę sytuację zmieniać. Oprócz wody i zestawów higienicznych rozdajemy też tabletki do jej uzdatniania.

Czy nadal panuje lęk, że mogą pojawić się kolejne wstrząsy?

Tak. Choć minęło już dziesięć dni, ludzie nadal się boją, że wstrząsy wrócą. Nasi pracownicy relacjonują, że dzieci często mówią o tym, że nie chcą już nigdy wracać do swoich domów, nie chcą tam spać. Wiele tysięcy dzieci potrzebuje wsparcia psychologicznego.

Kilka dni temu natychmiastowej pomocy potrzebowało 1 mln dzieci. Czy ta liczba rośnie?

Niestety tak. Mamy dane z których wynika, że już 1,7 miliona dzieci potrzebuje takiej pomocy. To są nie tylko dzieci, których rodzice nie żyją albo zaginęli, ale także te, które przeszły operacje amputacji rąk, nóg. Dzieci z poważnymi urazami jest coraz więcej. Wymagają szczególnej opieki, będą niepełnosprawne, przeżywają ogromną traumę.  W ramach tymczasowych obozowisk, w  których mieszkają Nepalczycy tworzymy cały czas  punkty tymczasowe dla dzieci. Zapewniamy pomoc doraźną dla sierot, dzieci chorych, cierpiących. Musimy pamiętać, że w Nepalu przed trzęsieniem ziemi było 4,5 mln dzieci, które żyły poniżej progu ubóstwa, a teraz sytuacja jest dużo gorsza.

Większość szpitali została zniszczona, wszystkie zabiegi medyczne w tym operacje odbywają się w szpitalach polowych? W namiotach?

Tak. Są takie miejsca, takie dystrykty, że 80 proc. ośrodków zdrowotnych zostało zniszczonych, ranni i wszyscy potrzebujący pomocy medycznej są leczeni na ulicy. UNICEF zapewnia specjalne namioty, które służą jako tymczasowe punkty medyczne.

Niektórym udało się przeżyć po gruzami. Płyną także i takie dobre informacje z Nepalu.

Osoby, którym udało się przeżyć pod gruzami miały niebywałe szczęście. Uratowało się niemowlę, kilka osób dorosłych, kilku staruszków. Ale po dziesięciu dniach od katastrofy szanse, że ktoś jeszcze przeżył są bliskie zeru. Rząd nepalski nie potwierdził jeszcze ostatecznych danych o liczbie ofiar. Wciąż wiele osób uznanych jest za zaginione. Niestety nadejdzie ten moment, kiedy te osoby będziemy musieli uznać za zmarłe.

Jak Nepalczycy radzą sobie z tą tragedią, ze śmiercią bliskich?

Opłakują swoich bliskich. Są pełni pokory, to, co się wydarzyło przyjęli z godnością. Ale na szczęście Katmandu powoli zaczyna żyć. Otwierają się targowiska, pojawiają się stoiska usługowe. Pomimo braku normalności ludzie w jakiś sposób zaczynają sobie radzić, chcą to wszystko przetrwać.

Wzrasta zagrożenie epidemiologiczne, czy sytuacja się stabilizuje?

Wzrasta. Nadal jest to związane z brakiem dostatecznej higieny, brakiem wody. Rozpoczęliśmy dużą akcję szczepień przeciwko odrze, bo ona w takich warunkach jest śmiertelna. W pierwszej kolejności szczepieniami zostają objęte dzieci poniżej 5. roku życia, które mieszkają w trzech najgęściej zaludnionych rejonach Katmandu. W następnych tygodniach akcja będzie rozszerzona na 12 regionów najbardziej dotkniętych przez kataklizm, to będzie działanie na masową skalę. Prognozujemy, że uda się zaszczepić pół milina dzieci.

Nepalski minister finansów dziękując za pomoc jak napływa do kraju apelował także, by nie przysyłać darów nieprzydatnych; mówił o kartonach majonezu, dużych ilościach puszek tuńczyka. To powinna być pomoc celowa, tylko takiej teraz Nepalczycy potrzebują. 

Do nas w Polsce też zgłasza się bardzo dużo osób, które chcą zrobić zbiórkę odzieży, czy innych darów rzeczowych. Bardzo cenimy zaangażowanie ludzi, szlachetność i wrażliwość, ale nie przyjmujemy żadnych darów, właśnie z tego powodu o którym pani mówi, bo często okazuje się, że taka pomoc nie jest zgodna z potrzebami ludzi. UNICEF zbiera pieniądze i za to kupuje konkretne rzeczy, dopasowane do potrzeb ludzi dotkniętych katastrofami.

Osoby, które chcą pomóc mogą zrobić prostą rzecz: wysłać sms.

Tak. Także w taki sposób zbieramy dla Nepalczyków pieniądze. Mamy już około 70 tysięcy wysłanych sms. Cieszymy się, że tak dużo osób chce pomagać, że pamiętają o innych. Polacy wpłacają też pieniądze w postaci darowizn. W tej chwili na naszym koncie jest około 1 mln zł.

O co jeszcze możemy zaapelować do osób chcących pomóc?

Za sześć tygodni może rozpocząć się pora monsunowa i wówczas dostarczanie pomocy będzie dużym wyzwaniem. Transport lotniczy będzie ograniczony, nie wspominając już o transporcie lądowym, bo przy tak intensywnych opadach znikają drogi. Trzeba jak najwięcej zrobić zanim nadejdzie monsun. To walka z czasem. Mamy sześć tygodni. Apeluję do wszystkich o wpłaty, liczy się każdy sms.

Dziękuję za rozmowę.