Kim są „łowcy skarbów”, którzy wpadli na trop zaginionego pociągu na Dolnym Śląsku?
 

Od kilku dni w mediach pojawiają się sensacyjne doniesienia o odnalezionym na Dolnym Śląsku skarbie. Na trop zaginionego, słynnego pociągu „ze złotem Wrocławia” miało wpaść dwóch mężczyzn, którzy chcą pozostać anonimowi. Sprawę dla Onetu komentuje Jarosław Chmielewski, radca prawny z Wrocławia, który ich reprezentuje.

Od wczoraj pojawiają się w mediach sensacyjne informacje, że dwaj mężczyźni znaleźli zaginiony pociąg ze złotem. Co z tego jest prawdą?

Jarosław Chmielewski, radca prawny: Niestety niewiele. Kilka dni temu do mojej kancelarii przyszło dwóch mężczyzn. Poprosili mnie o poradę prawną w sprawie potencjalnego znaleziska – twierdzą, że znaleźli pancerny pociąg z czasów II wojny światowej -  i takiej porady im udzieliłem. Z uwagi na to, iż temat jest dość skomplikowany zwrócili się też do mnie z prośbą, bym im pomógł uregulować wszystkie kwestie prawne. Podjąłem się tego i ich reprezentuję.

Kim są pana klienci?

Jeden jest Polakiem, drugi to obywatel Niemiec. To nie są osoby młode, jakieś przypadkowe, ani typowi „łowcy skarbów”. Są bardzo kompetentni, wykształceni. Zaręczam, że to są poważni ludzie. Pracują w Polsce, płacą tu podatki. Dysponują dużą wiedzą historyczną, fachową. To, co zaprezentowali podczas rozmowy ze z mną daje mi przesłanki, by traktować całą sprawę jako bardzo wiarygodną.

Czy oni mogli wpaść na trop tego tzw. słynnego „złotego pociągu”?

To są jakieś sensacje medialne. Tego nie wiadomo. Szczegółów dotyczących tej dokumentacji nie mogę ujawnić. Mogę powiedzieć, że moi klienci są bardzo sceptyczni, że to jest właśnie ten słynny pociąg, na którym zostało zdeponowane złoto, inne cenne przedmioty. Z całą pewnością jednak informacja o odnalezieniu pancernego składu mierzącego około 150 -120 metrów jest wiarygodna. To wynika z danych technicznych, dlatego nastąpiło zgłoszenie tej sprawy za pośrednictwem mojej kancelarii do stosownych instytucji.

Czy te osoby dysponują jakimiś dokumentami, relacjami historycznymi, są w posiadaniu jakiś map?

To są informacje tylko i wyłącznie do wiadomości rządu polskiego, który jest właścicielem tego znaleziska. Nie mogę ujawnić żadnych szczegółów tej sprawy.

Ale może pan potwierdzić, że pana klienci precyzyjnie wskazali to miejsce.

Tak. Wypełnili też obowiązek wynikający z artykułu 4 ustawy: Kto znalazł rzecz i zna osobę uprawnioną do jej odbioru i miejsce jej pobytu niezwłocznie zawiadamia o znalezieniu rzeczy i wzywa do odbioru. Właściciel tego znaleziska jest znany, jest nim Skarb Państwa. Pismo w tej sprawie zostało już wysłane do Ministerstwa Skarbu. Jednak z uwagi na to, że nie wiadomo, co może być ukryte w tym pociągu powiadomiony został też jeden z organów samorządowych, prezydent miasta Wałbrzycha, który na tym terenie jest starostą grodzkim. Innych instytucji nie powiadamialiśmy.

Czy pana klienci mówili, jakie przedmioty mogą być ukryte w tym pociągu? Pojawiły się informacje, że oprócz złota mogą tam być dzieła sztuki, dokumenty, inne cenne przedmioty. 

Oni tego nie wiedzą. Nie wykluczają, że to może być pusty skład, pociąg pancerny mający po prostu wartość historyczną. Ale nie można też na razie jednoznacznie wykluczyć, że nie jest to słynny zaginiony w tajemniczych okolicznościach „złoty pociąg”. Jednak było już tyle wskazań i jego nieudanych poszukiwań, że moi klienci mają do tej legendy podejście czysto racjonalne. Podejrzewają, że historia tego składu ze złotem może być tylko mitem. Informacje publikowane w mediach, że oni są pewni, że znaleźli pociąg ze złotem i chcą 10 proc. znaleźnego są nieprawdziwe. Potwierdzam tylko, że znaleźne moim klientom się należy, dlatego, że jest znany właściciel. Cała reszta to spekulacje. Dla mnie to jest niepojęte, że rozpętała się taka medialna burza. Moi klienci nie chcieli żadnego rozgłosu.

Czy rozmawiał pan dziś z nimi na temat tych publikacji?

Tak. Mówili mi, że czują się zagrożeni.

Cały tekst:

http://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/kim-sa-lowcy-skarbow-ktorzy-wpadli-na-...