Żyję z tymi sześcioma milionami w głowie

„W moich żyłach płynie - od najwcześniejszych lat - bardzo dużo Auschwitzu” - mówi Jossi, który zgodził się porozmawiać z Mikołajem Grynbergiem. Pisarz wysłuchał też dwudziestu siedmiu innych historii dzieci, których miało nie być.

Wszyscy zostali wychowani przez ocalałych z Holokaustu. Ich dzieciństwo wypełniały lęki, niemiłość, cisza, albo przeciwnie – jak mówi w wywiadzie Jossi – urodzili się w Auschwitz, wychowali i dojrzewali z tym Auschwitzem na co dzień. Wywiady Mikołaja Grynberga – „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, to ludzkie losy tkane z bólu, próby zrozumienia, szukania własnej tożsamości. Bohaterowie Grynberga mieszkają w różnych częściach świata. Dociera do nich.  Spotkania poprzedzają ustalenia, „sprawdzanie” autora, czy ma prawo?, jakie są jego intencje? Przyjmują go, jedni się otwierają przed nim, inni próbują grać role, które grali przez całe życie. Ale mówią, bo jest jednym z nich. I chce przywrócić pamięć. To rozmowy trudne. Dla obu stron. Niektóre bardzo radykalne.

[Jossi]

- Jak było w waszym domu?

- „Zjadaj to i ciesz się, że nie jesteś w Auschwitz. Tam byś docenił, co to jest jedzenie”. „Zagotowałeś  wodę, jak cię prosiłem? Nie? W Auschwitz już byś nie żył”.

(…) Uważam, że nie da się przeżyć Auschwitz.

- A ci wszyscy, którzy ocaleli?

- Oni właśnie są największym zwycięstwem Hitlera. Gdyby zginęli, to na nich by się to wszystko zakończyło. Ale Hitler ich wypuścił. Pozwolił im robić dzieci i dalej psuć świat. (…) Nie wierzę w te brednie o odbudowaniu życia po Holokauście.

- To co twoim zdaniem powinni zrobić ci, którzy przeżyli?

- Albo zginąć w obozach, albo… Ja bym nie chciał po tym wszystkim żyć.

- Czyli?

- Dochodzimy do najbardziej radyklanych przemyśleń. Uważam, że ci, którzy przeżyli i popełnili samobójstwo, zrobili więcej dla odrodzenia powojennego żydowskiego świata niż ci, którzy wyszli z obozów i pozakładali rodziny. (…) Zgadzasz się ze mną?

- Nie.

- Wyczerpaliśmy temat?

- Doszliśmy do ściany.

*****

Grynberg słucha z szacunkiem, ale nie przyjmuje wszystkiego z pokorą. Wraca do pytań, drąży. Przepytywany przez swoich rozmówców opowiada o sobie. Czasem, kiedy jest atakowany nie pozostaje dłużnym. Bywa, że protestuje. Stara się jednak zrozumieć ich punkt widzenia. Nie wyciąga na siłę tego, o czym nie chcą mówić, nie osądza nikogo. „Znowu książka o Holokauście”- ktoś powie. Tak. Znowu. Ocaleni -  ci żyjący z traumą i ci, którym się wydawało, że raz na zawsze zamknęli za sobą „obozową bramę” długo nie chcieli mówić. Jedni nie mieli sił, by wypowiedzieć to wszystko na głos,  ich pamięć była dla nich zbyt okrutna. Inni uważali, że nie warto do tego wracać, trzeba po prostu żyć.  Po latach dzieci tych ocalonych przemówiły. Jest to głos przejmujący. Czasem szczery do bólu. Dzielą się nie tylko odziedziczoną traumą, ale sięgają do rozmów najważniejszych, ostatecznych. Dotykają piekła, zaznają pustki, zadręczają się, że mogli starać się zrozumieć wcześniej, że mieli prawo bronić się, chronić przed Auschwitz. Przywołują rodzinne tajemnice.

[Gitla]

- Tata przeprosił mnie za to, że miałam z nim takie zasrane życie. Uprzedził mnie, że za miesiąc już go nie będzie i opowiedział mi historyjkę. Chciał, żebym zrozumiała, że jest taki nie przeze mnie, ale przez to, co się wydarzyło w obozie. Myślałam, że jak już się zdecyduję ci to powiedzieć, reszta pójdzie łatwo… W tym obozie on był piplem. Wiesz, kto to jest?

- Wiem.

- To powiedź, jak wiesz.

- To chłopak, który jest seksualnie wykorzystywany przez kapo.

- Niewygodnie się to mówi, co? I tak ładnie to określiłeś, tak naukowo. Nie dodałeś, że to była szansa na jedzenie, na przeżycie, na… No więc ten mój przystojny, niebieskooki tata był pieprzony przez okrągłe dwa lata przez jednego skurwysyna, któremu się wydawało, że jest kimś. Urządzał przestawienia dla innych funkcyjnych. W rolach głównych: on i mój tata.

Mój tata zabił go niecałą godzinę po wyzwoleniu obozu.

- Powiedział mamie?

- Powiedział tylko mnie, a ja tylko tobie. Mama pewnie sobie różne rzeczy sama domyśliła. W różnym stanie ludzie wracali z obozów. Sama dobrze o tym wiedziała.

*****

Większość dzieci ocalonych próbuje szukać śladów, miejsc gdzie mieszkali bliscy - świata, który dawno już umarł. Ich powinnością staje się niezapomnienie. Dla niektórych jest to świadomy wybór, dla innych fatum, bo choć pragną zapomnieć są od dzieciństwa tym skażeni. I nie uwolnią się od tego, aż do śmierci.

[Lili]

- (…) „Zapytaj mnie, dlaczego nie usunęłam numeru obozowego”. I wiesz, co  powiedziała moja mama? „To jest grób mojej mamy i siostry, które stały obok mnie w trakcie selekcji”. I koniec.

(…) Nie wolno mi było być chorą.

- Dlaczego?

- Dlatego, że jak jesteś chory, to umrzesz. Do dzisiejszego dnia nie umiem być chora.

(…) Mama nigdy mnie nie dotykała.

- A jak się masz w swoim życiu, jesteś szczęśliwa?

- Nie. Nie nauczyłam się.

[Towa]

- O szczęściu już porozmawialiśmy, o miłości też. O czym teraz?

- Może po prostu o chlebie.

- Mów.

- Mój tata miał termos, a w nim trzymał pieniądze i srebro. Ten termos zawsze stał na szafie. Najpierw nie zwracałam na to uwagi. (…) Ale jak urosłam, to próbowałam namówić tatę, żeby ten majątek gdzieś zainwestował. (…) Różnych argumentów próbowałam. Inwestycje, giełda… Nic z tego nie wyszło. Wiesz dlaczego?

- Wiem.

- (…) Ten termos, prędzej czy później, miał posłużyć do kupowania chleba. Dziwne prawda? Człowiek ma wszystko. Ma mieszkanie, ma pracę, ma jedzenie i trzyma pieniądze w termosie na szafie. Ja wiem, że to nie jest normalne, ale też wiem, że to jest w porządku. Myślę, że byłam jedyna w mojej klasie, która miała srebro na chleb.

[Shula]

- (…) Żyję z tymi sześcioma milionami w głowie. Mój mąż mówi, że mam holokaustową obsesję.

[Miri]

- Jaki był twój dom rodzinny?

- Straszny! Matki nienawidziłam. Gdy umarła poczułam wielką ulgę.

- Dlaczego poczułaś ulgę?

- Strasznie źle się czuje, mówiąc te słowa, ale była koszmarną matką. Miałam z nią relacje najgorsze z możliwych. Umarła na raka, gdy miałam piętnaście lat. Nie ustawała w wysiłkach, by zmusić mnie do poczucia winy i wstydu.

- Jak to robiła?

- „Gdybym w twoim wieku miała mamę, nigdy bym się do niej tak nie odnosiła. Wstydź się!” „Gdybym w twoim wieku miała co jeść, nie powiedziałabym, że to jest niesmaczne. Wstydź się!” „Ja w twoim wieku nigdy bym nie zabrudziła bielizny. Wstydź się!”

- Wstydziłaś się?

- Nie. Walczyłam. (…) Miała nerwicę natręctw. Ciągle sprzątała mieszkanie i myła ręce. Sprzątała… I krzyczała, że nie umiem utrzymać porządku.

(…) Ja „tego” nie wybrałam. To „to” mnie wybrało.

- Podążyłaś za „tym”?

- Nie umiałam inaczej.

- Wyobrażasz sobie swoje życie bez Holokaustu?

- Bardzo bym chciała choć przez chwilę żyć tak, jakby tego nie było. Kiedyś powiedziałam mojej terapeutce, że gdy jestem w Auschwitz, to czuję się, jakbym wreszcie wróciła do domu. Bardzo się obruszyła. A ja się tam naprawdę czuję spokojna i wyciszona. Marzę, by się położyć na ziemi i powoli się w nią zapadać, tak by poczuć ciepło tych wszystkich, którzy tam zostali.

*****

Książka Mikołaja Grynberga jest wyjątkowa. To nie jest łzawa narracja o postpamięci. Autor nie tylko potrafi słuchać, ale też niezwykle umiejętnie pytać. O tym, co się stało trzeba wciąż mówić. To pozwala, nam ludziom z nieżydowskich rodzin „poznać i zrozumieć”. Wydawałoby się, że w sumie tak niewiele - a jednak w kraju podszytym antysemityzmem, i tym wynikającym z głupoty, i tym zbudowanym na  prawdziwej nienawiści - jestem pewna, że to bardzo dużo. „Książka ta jest próbą podzielenia się treścią rozmów, które prowadzę od lat. (…) Chciałbym kiedyś usłyszeć, że są naszym - czyli wszystkich ludzi - dziedzictwem.” - pisze Grynberg. Ja też bym chciała, by tak się stało.

Fragmenty wywiadów pochodzą z książki Mikołaja Grynberga, „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014